Spodziewając się naszego trzeciego potomka odwiedziliśmy jedną z Greckich wysp. Uwielbiamy klimaty kuchni śródziemnomorskiej, zapach cytrusów rosnących przy ulicy, turkusowe morze oraz to „coś” co każdorazowo przynosi wyprawa w nieznane:) I znów nie potrafiliśmy usiedzieć w miejscu – pragnęliśmy poczuć Kretę wszystkimi zmysłami. Próbowaliśmy wszystkich nowych smaków. Wstawaliśmy jeszcze przed wschodem Słońca po to, żeby poczuć świeżość rozpoczynającego się poranka na wysokości ponad 2000m n.p.m. Zdobywaliśmy szczyty pasma górskiego Lefka Ori, a każdą z Kreteńskich białych kapliczek położonych wysoko w górach musieliśmy każdorazowo „dotknąć”.

Jako naszą bazę wypadową wybraliśmy malutką miejscowość położoną w oddali od wielkich turystycznych miast nadmorskich – zaczerpnęliśmy i dotknęliśmy prawdziwej „kreteńskiej’’ architektury i kultury. Niesamowicie było spać w kamiennym domu wypełnionym oryginalnymi greckimi meblami, pachnącym…trawką:) Wokół czuliśmy zapach dojrzewającego na słońcu pomidora, złocistą oliwę z oliwek. A gęsta jak smoła i słodka jak worek cukru kawa po grecku była naszym nieodłącznym podczas wyprawy przyjacielem.

Każdy nas dzień rozpoczynaliśmy od świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. Do tego za każdym razem świeża, pachnąca, serem owczym ozdobiona oryginalna sałatka grecka…ach…”niebo w gębie”. Zaskakiwała nas codziennie gościnność i uczynność tubylców. „Kretanie” mają w sobie tyle ciepła, nigdzie się nie spieszą, ma się wrażenie, że cały swój czas przeznaczają, by turystom odwiedzającym ich wyspę dogodzić…Cudownie, kiedy tak ktoś chce się o Ciebie troszczyc…